IMG_0146.JPG

Dzień V

Około południa pojawili się urzędnicy imigracyjni i zaprosili na wywiad. Dostali wszystkie dokumenty od mojego prawnika odnośnie mojego legalnego pobytu, zadawali pytania, ale ostatecznie zdecydowali się mnie wypuścić. Poszłam od razu do Carmen i Bibi. Pożegnałam się i spędziłam ten czas grając z nimi w chińczyka, w dalszym ciągu na patio nie udało mi się poczuć lekkiego podmuchu wiatru. Uściskałam moje więźniarki i ruszyłam za strażnikiem do małego pomieszczenia. Dwie godziny w pustych ścianach trwały wieczność. Zawołali mnie i dali mi moje ubrania i telefon. Przytuliłam je i popłakałam się mocno je ściskając. Celnicy powiedzieli, że wychodzę w rekordowym tempie. Wsadzili mnie do autobusu więziennego który wywiózł mnie do miasta. Byłam otępiała i zawieszona w próżni. Kupiłam jedzenie i zamówiłam Ubera do mieszkania Carmen, aby w środku nocy ją spakować z jej mieszkania i zawieźć jej rzeczy do przechowania u jej znajomego. Nie wiedziałyśmy kiedy Carmen wyjdzie. Po dwóch godzinach snu ruszyłam na lotnisko i poleciałam do Nowego Jorku. Po dotarciu runęłam na podłogę mojego mieszkania i nie ma miałam siły wstać. Czułam poniżenie. Następnego dnia rzuciłam się w wir pracy i na chwilę wyparłam te pięć dni z mojej pamięci. W głowie cały czas miałam jednak więźniarki. Myślałam też o kobietach, które nie mają tyle szczęścia co ja. 

 

Projekt Carmen powstał w mojej głowie w dniu wyjścia. Jednak bardzo bałam się ją pokazywać. Nie rozumiem czemu budzi intensywne emocje, ale równocześnie wstyd i strach. Sylwetka Carmen to stała forma, posąg symbolizujący kobiety we współczesnym świecie Carmen stoi nieruchoma jak rzeźba, biorąc na siebie wszystkie problemy. A ogień to symbol wyzwolenia. Chciałam dać tym wszystkim kobietom wolność spalając wszystkie problemy, traumy, ograniczenia. Carmen poprzez spalenie ma symbolizować przemianę. Może być kim chce i jak feniks odradzać się z popiołu. 

 

Carmen przebywała w więzieniu jeszcze przez ponad miesiąc po moim wyjściu.